Strona główna

Grzyby w ogródku - szansa niewielka, ale duża satysfakcja

Grzyby można hodować w ogródku czy na pniaku trzymanym w łazience. I choć dużo więcej zbierzemy ich w lesie, takie zajęcie daje ogromną satysfakcję - powiedziała PAP Julia Pawłowska z Polskiego Towarzystwa Mykologicznego.

Do własnego ogródka grzyby można sprowadzać za pomocą specjalnych żeli z grzybnią czy szczepionek obecnych na rynku, można też próbować, rzucając grzybowe obierki albo robaczywe owocniki, jakie zostały z grzybobrania.
 
Hodowla cennych i smacznych grzybów, takich jak choćby podgrzybki borowiki czy koźlarze, nie uda się bez drzew. "Pieczarki mają się świetnie na trawnikach czy łąkach. Ale większość naprawdę dobrych tzw. leśnych grzybów kapeluszowych, które chcielibyśmy mieć w ogródku, wymaga drzew i odpowiedniego siedliska. Bez tego rzucanie zarodników niewiele da" - tłumaczy Julia Pawłowska, mykolog oraz pracownik Zakładu Systematyki i Geografii Roślin Uniwersytetu Warszawskiego.
 
"Grzybowe ogródki" w doniczkach i na kłodach Julia Pawłowska zakładała ze swoimi uczniami w liceum. "W skali dwóch lat faktycznie coś się pojawiło, choć wydajność takiej hodowli była niewielka i przypomina trochę uprawę pomidorów w jednej doniczce na balkonie. Miło jest mieć taką doniczkę, ale przez cały sezon dostaniemy z niej sześć pomidorów, podczas gdy każdy zjada ich kilka kilogramów" - powiedziała.
 
"Podobne wrażenie miałam hodując boczniaki na specjalnej kłodzie w łazience" - dodała mykolog. - Pięknie było widzieć, jak wyrosły, choć taka hodowla jest mało opłacalna. Gdybym poszła do lasu - co tydzień mogłabym ich przynosić tyle, ile w tej łazience uzyskałam przez cały sezon, wielkim nakładem pracy. Zakładamy jednak, że w hodowli liczy się przede wszystkim satysfakcja; świadomość, że to mój własny grzyb" – zaznaczyła.
 
Hodowla grzybów jest mało wydajna i nie zawsze prosta. "Można próbować np. na martwym drewnie. Bierzemy pniak, nawiercamy go, a do otworów wkładamy szczepionki grzybniowe. Taki pniak trzeba później trzymać w ogródku w wilgotnym miejscu, ale szczepionki boczniaków można w ten sposób hodować w ogrodzie, gdzie warunki są bliższe naturalnemu siedlisku, czy - jak wspomniałam - ewentualnie nawet w domowej łazience. Można też próbować hodowli wiórowych, w których grzyby hodujemy na specjalnych trocinach czy tzw. workach ściółowych. W ten sposób można prowadzić np. hodowlę soplówki jeżowatej, która jest cennym grzybem leczniczym, i jednocześnie chronionym i bardzo rzadkim, więc jego pozyskiwanie z naturalnych stanowisk nie wchodzi w grę" - mówiła mykolog.
 
Czasami grzyby pojawiają się spontanicznie, np. smardze. "Rzadko kiedy udaje się wyhodować je specjalnie. Smardze trafiają się za to same, kiedy ogródek podsypujemy korą, na której przenoszą się ich zarodniki albo kawałki grzybni. Coś takiego zdarzyło się u mojej babci w ogródku. Sypnęliśmy świeżej kory, a w jakiś czas później spostrzegliśmy tam smardze. Bardzo się cieszyliśmy, że będą w ogródku. Skończyło się jednak na tym, że pojawiły się raz, a potem znikły. Grzyby nie tak łatwo hodować jak pomidory" - zaznaczyła Pawłowska.
 
Niektóre ich gatunki z reguły nie udają się w hodowlach. Jak np. prawdziwki, które lubią stare lasy i ciężko je uzyskać w warunkach kontrolowanych.
 
Nie zawsze udają się nawet hodowle ze szczepionek mikoryzowych. Aby zwiększyć szansę na sukces, trzeba przestrzegać zaleceń dotyczących typu siedliska oraz przede wszystkim rodzaju drzew, przy jakich należy ją stosować. Np. koźlarz babka - pod brzozami, bo to gatunek, który wchodzi w związki mikoryzowe właśnie z tym drzewem, i tylko pod nim występuje.
 
Teoretycznie do zagrzybiania ogródka można użyć nawet grzybowych obierek. Rzucone w odpowiednie miejsce w ogrodzie mają szansę się "przyjąć", gdyż - jak wyjaśnia Julia Pawłowska - grzyb jest organizmem zbudowanym w całości z grzybni, i to, co rośnie pod ziemią i ponad nią (czyli owocnik), to jedna i ta sama grzybnia, bardziej lub mniej zbita. "Grzybnia nie jest jednak wszechmocna, a ta z obierek jest siłą rzeczy dość uszkodzona. Może też być niezbyt świeża, jeśli grzyb pochodzi z targu i nie wiadomo, kiedy był zbierany" - wyjaśniła biolog.
 
Można próbować - przekonuje. "Ale gdybym miała zgadywać, co wygra - obstawiałabym jakichś destruentów (grupa organizmów w biocenozie rozkładająca martwą materię organiczną -PAP), które rozłożą grzybnię i przerobią ją na związki organiczne - dodała Pawłowska. - Bo trzeba wiedzieć, że w glebie żyje wiele organizmów rozkładających materię, w tym - innych grzybów, często zainteresowanych rozłożeniem także cudzej grzybni. Przykładem grzyba, który rozkłada inne grzyby są przedstawiciele rodzaju Trichoderma".
 
Źródło: naukawpolsce.pap.pl, fot. Marta Szczypek (FNZ)